29 czerwca 2009
Kochany Pamiętniczku, nie masz pojęcia co okropecznego się zdarzyło wczorajszego wieczora! Moje 15. letnie, tak jeszcze do tego dnia niewinne ciało będzie długo pamiętać 18. tkę u Marcina P. pseudonim Pers! Na imprezę ubrałam się wyjątkowo mrrrroczno, długa jedwabna suknia mamy (ta czarna), czarne koronkowe majteczki (te z wyprzedaży 70%), czarne kolczyki w kształcie piramidek (te które dostałam od Jarka), podkreśliłam oczy czarnym tuszem, rzęsy, kolorowane szkła kontaktowe - pełny gotycki szyk! Na imprezie zdjęłam buciki przy wejściu i dalej paradowałam już boso. Skądś (wywiad Google...) wiedziałam, jak to podnieca Marcina P. pseudonim Pers. Kiedy wypiłam pierwszą butelkę czerwonego wina byłam już gotowa na coś mocniejszego i Marcin mnie tym razem zaskoczył - zaproponował mi kokainę. Tak, Kochany Pamiętniczku, ten narkotyk po którym tyle nastolatek już się stoczyło. Nic dziwnego, że ja także się stoczyłam. Stoczyłam się w objęcia Marcina P, ale ten nie zdjął po prostu ze mnie gotyckiej sukni i nie rozmazał mi gotyckiego makijażu nieporadnymi pocałunkami - o nie! Jego zamiary były znacznie bardziej mrrrroczne. Zaprowadził mnie do pokoju na górę i na szafce koło łóżka dał jeszcze dwie "kreski" kokainy do wciągnięcia moim 15. letnim noskiem. Poczułam się naprawdę dobrze. Marcin zaproponował, bym położyła się na łóżku. Stwierdziłam, że to świetny pomysł, a moje nogi bose zamigotały w powietrzu, doprowadzając go do szaleństwa. Ku mojemu zdziwieniu jednak wyszedł z pokoju. Z nudów zaczęłam zdejmować suknię, ale ledwie zdążyłam obnażyć biust, gdy do pokoju wpakował Jurek. Cześć, Jurek, uśmiechnęłam się, ale jego oblicze wypełnione było jedynie chucią, co zresztą w moim zakokainowanym umyśle wydawało się takie jakieś, no...odpowiednie. W końcu mój biust był całkiem na wierzchu, a stopy bose. Jurek błyskawicznie, jednym sprawnym szarpnięciem zdjął swoje czarne skórzane spodnie i obnażył się przede mną. Pchnął mnie na łóżko, zerwał koronkowe majteczki (przecena 70%!), nie przyszło mi do głowy nawet poprosić go stanowczo o założenie prezerwatywy gdy już doszedł rycząc jak lew - wlał we mnie chyba z pół litra męskich soków. Poczułam się lekko oszołomiona. Czy tak traktuje się damy? Moje włosy były w burzliwym nieładzie, a majteczki zwisały z jednej bosej stopy. Jurek wyszedł i wszedł...chyba Tadek. Na mój widok zaczął dyszeć ciężko i spenetrował mnie dość brutalnie - doszedł równie szybko jak Jurek, w sumie było to nawet zabawne. Zaczynają mi się mylić imiona, Kochany Pamiętniczku. Aneta, moja psiapsiółka, która obserwowała drzwi, powiedziała mi, że było ich razem 14, łącznie z Marcinem P. pseudonim Pers, który wszedł ostatni. Zaproponował mi, bym odwróciła się tyłem. Wypiełam posłusznie pupę. Na szczęście spenetrował mnie w naturalny sposób, ale także nie użył prezerwatywy. Nie miałam już zresztą do tego głowy. Kokaina mi uderzyła w zwoje. I to wino. Czerwone. Kiedy wyszedł, odzipnęłam chwilkę i ostrożnie otworzyłam drzwi pokoju. Majteczki gdzieś zniknęły, a po mojej lewej nodze spływała gorąca strużka spermy.
Całe przedstawienie trwało prawie pół godziny i brało w nim udział pięć osób (facetów, chyba) i ja. Jak zwykle mam pytanie do widowni - czy Aneta to dobra psiapsiółka? Kochany Pamiętniczku?